Pierwsza połowa stycznia w notowaniach EUR/USD upłynęła pod znakiem umiarkowanego odreagowania, w drugiej obserwowaliśmy już powrót do dynamicznych spadków. Wartość euro względem dolara pod koniec minionego miesiąca zeszła pod psychologiczną barierę 1,4000. Presję spadkową w notowaniach tej pary walutowej tworzyły przede wszystkim obawy inwestorów związane z problemami fiskalnymi Grecji. Deficyt tego kraju w ubiegłym roku wyniósł aż ok. 12,7% PKB, podczas gdy według zasad obowiązujących państwa należące do strefy euro nie powinien on przekraczać 3% PKB. Mimo że greckie władze przedstawiły plan redukcji deficytu do wymaganego poziomu do 2012 r. (który z resztą został na początku lutego zaakceptowany przez Komisję Europejską) niepokój inwestorów pozostał duży. Uczestnicy rynku nie są pewnie tego, czy greckim władzom uda się skutecznie wprowadzić w życie planowane cięcia w wydatkach budżetowych. Rodzą one bowiem sprzeciw obywateli. W lutym mają mieć miejsce dwa strajki, w trakcie których greckie związki zawodowe będą protestować przeciwko wspomnianym planom. Tego typu wydarzenia z pewnością nie będą służyć notowaniom euro. W najbliższym czasie może nieco głośniej zrobić się o problemach Hiszpanii i Portugalii, co również prawdopodobnie będzie szkodzić europejskiej walucie.
Presję spadkową w notowaniach EUR/USD pod koniec stycznia wzmocniła seria dobrych danych, jakie napłynęły z amerykańskiej gospodarki. Szczególnie istotny był znacznie wyższy od prognoz odczyt wstępnych szacunków dynamiki PKB Stanów Zjednoczonych za IV kw. Według zaannualizowanych danych wzrost gospodarczy w USA w IV kw. osiągnął poziom 5,7%, co jest najlepszym wynikiem od 6 lat. Choć w pewnym stopniu wynika on z nietrwałych czynników, to i tak należy go uznać za imponujący. Europejskiej gospodarce z pewnością trudno będzie się do takiego wyniku zbliżyć. Z uwagi na to, że kurs EUR/USD stał się wyznacznikiem tego, jak obie gospodarki są postrzegane przez inwestorów, fakt ten przemawia za dalszym spadkiem wartości euro względem dolara w dłuższym terminie.
Jednym z czynników, który w grudniu dał początek, dynamicznemu ruchowi spadkowemu kursu EUR/USD był wzrost oczekiwań na podwyżki stóp procentowych w USA w połowie bieżącego roku. Oczekiwania te w styczniu nieco się zmniejszyły. Zadecydowały o tym m.in. przedstawione na początku minionego miesiąca dane z amerykańskiego rynku pracy o zmianie zatrudnienia poza sektorem rolniczym, które okazały się znacznie gorsze od prognoz. W grudniu to właśnie m.in. lepsze doniesienia ze wspomnianego sektora wywołały wzrost oczekiwań na zacieśnienie polityki pieniężnej. Styczniowy spadek tych oczekiwań ograniczył nieco dobry odczyt danych o PKB USA. Obecnie inwestorzy liczą, że koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych zostanie podniesiony nie wcześniej niż we wrześniu. Miesiąc temu obstawiali oni sierpień. Komunikat po styczniowym posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku nie przyniósł zbyt wielu zaskoczeń. Powtórzono stwierdzenie, że stopy procentowe w USA powinny pozostać na niskim poziomie przez dłuższy czas. Warto jednak zauważyć, że ze zdaniem tym nie zgodził się jeden z przedstawicieli FOMC, o czym w komunikacie tym wspomniano. Może to być pierwszy sygnał wskazujący, że wkrótce nastawienie Komitetu do polityki pieniężnej przestanie być tak łagodne jak obecnie.
Europejski Bank Centralny pozostaje naturalnie nastawiony do polityki pieniężnej. Z komunikatu po styczniowym posiedzeniu ECB nie można wyczytać żadnych wskazówek na temat tego, kiedy rozpocznie się faza podnoszenia stóp w strefie euro. Wobec problemów fiskalnych mniej rozwiniętych państw Eurolandu trudno oczekiwać, by faza ta rozpoczęła się w najbliższych miesiącach. Nie zmuszają do tego również prognozy ECB odnośnie inflacji. W styczniu wiele mówiło się o pierwszych sygnałach wskazujących na zacieśnienie polityki pieniężnej w Chinach. Chiński bank centralny podniósł poziom wymaganych rezerw w tamtejszych bankach. Niektóre z nich wezwał do ograniczenia akcji kredytowej. Inwestorzy zareagowali na doniesienia o tych działaniach dość nerwowo. W ostatnim czasie wzrost popytu z Chin był istotnym czynnikiem wspierającym światowe rynki finansowe. Dlatego też działania zacieśniające politykę pieniężną, które mogą go ograniczyć, zaniepokoiły inwestorów. Wydaje się, że na bardziej zdecydowane kroki tego typu w Chinach jest jeszcze za wcześnie. Na pojedyncze sygnały, takie jak napływały na rynek ostatnio, inwestorzy powinni się natomiast uodpornić. W notowaniach EUR/GBP w styczniu obserwowaliśmy dość silny spadek. Wynikał on jednak przede wszystkim ze słabości euro, a nie z siły funta. Fundamenty brytyjskiej gospodarki wciąż pozostają słabe. Świadczą o tym chociażby wstępne dane o PKB Wielkiej Brytanii w IV kw. Wzrósł on w ujęciu kwartalnym o zaledwie 0,1%. Dane te potwierdzają, że odbicie w brytyjskiej gospodarce będzie bardzo wolne. Wielka Brytania w ciągu najbliższych kwartałów będzie prawdopodobnie pozostawać w tyle za Stanami Zjednoczonymi i strefą euro. Fakt ten może tworzyć negatywną presję w notowaniach funta. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do USA, brytyjskie władze nie mają nic przeciwko słabości własnej waluty. Styczeń w notowaniach pary USD/JPY upłynął pod znakiem spadków. Chwilową zwyżkę obserwowaliśmy jedynie na początku minionego miesiąca, kiedy to nowy minister finansów Japonii zdecydowanie opowiedział się za osłabieniem jena i wskazał poziom 95,00 w przypadku wspomnianej pary walutowej jako optymalny dla przedsiębiorców. Szybko jednak z tak radykalnego poglądu się wycofał, co zahamowało deprecjację jena względem dolara. Z punktu widzenia analizy technicznej zatrzymanie się zwyżki kursu USD/JPY i powrót do spadku był spowodowany nieudaną próbą przebicia linii trendu spadkowego, kształtującego się od połowy 2007 r. W najbliższym czasie wyjście ponad tę linię, która obecnie znajduje się pod poziomem 93,00 wydaje się mało prawdopodobne.

Rynek krajowy

Styczeń przyniósł sporą zmienność na rynku złotego. W pierwszej połowie miesiąca polska waluta umacniała się dynamicznie, a notowania EUR/PLN zeszły do poziomu 4,0000. Po tym jednak nastąpiło dynamiczne odbicie, które wywindowało kurs tej pary walutowej do poziomu 4,1000. Po konsolidacji nieco poniżej tej wartości, złoty ponownie zaczął się umacniać, a wartość euro zniżkowała z powrotem w okolice poziomu 4,0000 PLN za EUR.
Styczeń upłynął pod znakiem udanych aukcji polskiego długu. Sukcesem zakończyła się oferta euroobligacji ? początkowo planowano uplasować na rynku papiery o wartości 1 mld euro, zainteresowanie było jednak tak duże, iż ostatecznie wartość oferty wyniosła 3 mld euro. Mimo to popyt i tak dwukrotnie przekroczył podaż. Zainteresowanie polskimi papierami dłużnymi zostało potwierdzone w czasie kolejnych aukcji obligacji denominowanych w krajowej walucie. W ciągu miesiąca miały miejsce oferty m.in. obligacji 2-letnich oraz 10- i 20-letnich. Popyt na papiery 2-letnie okazał się prawie trzy razy wyższy od podaży ? wyniósł on 16,2 mld zł, co stanowi rekord w historii aukcji tego typu obligacji. Również w przypadku papierów o dłuższym terminie zapadalności liczba złożonych zleceń kupna okazała się trzykrotnie wyższa od wartości nominalnej oferty. Tak duże zainteresowanie inwestorów świadczy o sporym zaufaniu względem polskiej gospodarki oraz rządowego planu naprawy finansów publicznych. Plan ten został oficjalnie przedstawiony pod koniec stycznia. Rząd zakłada w nim m.in. osiągnięcie sporych przychodów z tytułu prywatyzacji. Ponadto, Polska powinna wypełnić fiskalne kryterium konwergencji do 2012 r. Pozytywnie o realności założeń planu świadczy fakt, iż zdaniem Komisji Europejskiej możliwe jest obniżenie deficytu budżetowego do 3% PKB we wspomnianym terminie. Pozytywny sentyment inwestycyjny na regionalnym rynku, w tym na rynku złotego ograniczały w styczniu problemy fiskalne Grecji, a także zagrożenie wystąpieniem podobnych turbulencji w Portugalii i Hiszpanii. Przypomniało to inwestorom, iż z analogicznymi kłopotami borykają się kraje Europy Środkowo ? Wschodniej i ograniczyło ich euforię, jaka panowała w regionie w pierwszych dniach nowego roku.
Oceniając z perspektywy czasu, należy jednak dodać, iż problemy Grecji nie miały silniejszego przełożenia na obawy o kondycję fiskalną regionalnych gospodarek i jak już wspomniano jedynie ograniczyły apetyt inwestycyjny. Inwestorzy w poprzednich miesiącach mieli już bowiem wielokrotnie okazję zdyskontować problemy budżetowe krajów Europy Środkowo ? Wschodniej. Dyscyplina, do jakiej zostały zmuszone poszczególne gospodarki ? albo w wyniku zobowiązań nałożonych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy lub też Komisję Europejską, spowodowała, iż mają one obecnie lepsze perspektywy fiskalne niż wspomniane kraje Eurolandu. Ponadto w momencie, w którym ratingi najsłabszych gospodarek Eurolandu są obniżane, agencje ratingowe jednocześnie lepiej oceniają kraje naszego regionu, a międzynarodowe instytucje finansowe podnoszą prognozy wzrostu gospodarczego. Problemy Grecji miały silniejszy wpływ na lokalny rynek za pośrednictwem nastrojów na europejskich giełdach. Pogorszenie sentymentu na parkietach powodowało spadek apetytu inwestycyjnego oraz ogólny wzrost awersji do ryzyka, a to z kolei ograniczało zakupy aktywów związanych z szeroko pojętym regionem rynków wschodzących. Dane, jakie napływały z Polskiej gospodarki w styczniu nie były jednoznaczne. Po tym jak na początku miesiąca nastroje poprawiła lepsza od oczekiwań publikacja indeksu PMI (utrzymał on w grudniu poziom 52,4 pkt), rozczarował odczyt produkcji przemysłowej. Po bardzo dobrych danych listopadowych, kiedy to produkcja wzrosła o 9,8 r/r, w grudniu oczekiwano zwyżki o 11% r/r. Tymczasem produkcja zanotowała wzrost o 7,4% r/r, co jakkolwiek było wynikiem bardzo dobrym w porównaniu z innymi gospodarkami europejskimi, jednak odbiegało od prognoz o ponad 3,5 punktu procentowego. Już drugi miesiąc z rzędu słabiej od oczekiwań wypadało również saldo na rachunku obrotów bieżących ? wykazało ono deficyt na poziomie 1272 mln EUR, oczekiwano natomiast deficytu wysokości 975 mln euro. Pozytywnie zaskoczyły natomiast dane o sprzedaży detalicznej ? wzrosła ona w grudniu o 7,3% r/r, czyli więcej niż oczekiwane 6,1% r/r. Najważniejszy jednak był odczyt dynamiki PKB za 2009 r. Według GUS wyniosła ona 1,7%, czyli nieco więcej niż oczekiwano. Dane te pozwalają wnioskować, iż wzrost gospodarczy w naszym kraju wyniósł w IV kwartale 3% kw/kw. Wskaźniki inflacji (CPI, PPI oraz inflacji bazowej) wypadły nieco niżej niż zakładały prognozy. Najważniejszy z nich ? inflacja konsumentów wykazała wzrost do 3,5% r/r z 3,3% r/r w listopadzie. Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła w styczniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie, zaznaczając jednocześnie, iż w krótkim terminie nie należy spodziewać się zmiany kosztu pieniądza.

Joanna Pluta
Tomasz Regulski
Departament Analiz
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bieżący tydzień upłynął pod znakiem umocnienia złotego ? notowania EUR/PLN zeszły do 12-miesięcznego minimum na poziomie 4,0275.
Wsparciem dla krajowej waluty było spore zainteresowanie inwestorów zagranicznych polskimi obligacjami. W poniedziałek odbyła się aukcja 15-letnich euroobligacji o łącznej nominalnej wartości 3 mld euro, wcześniej oczekiwano natomiast, iż wyniesie ona 1 mld EUR. Popyt, pomimo większej od oczekiwań podaży, dwukrotnie przewyższył ofertę. Świadczy to o sporym zaufaniu uczestników rynku względem polskiego systemu finansów publicznych i dobrej ocenie rządowego planu naprawy budżetu. Udany tegoroczny debiut krajowych euroobligacji zachęcił pozostałe gospodarki regionu do podobnych emisji. Rumunia zapowiedziała aukcję długu denominowanego w euro o wartości 1 mld EUR. Przedstawiciele Ministerstwa Finansów Węgier wybierają się z kolei na spotkania z inwestorami USA oraz Europy aby zorientować się, jakie byłoby zainteresowanie węgierskimi euroobligacjami denominowanymi w dolarze. Obecnie kraje naszego regionu w obliczu wyższych deficytów budżetowych oraz zwiększonych potrzeb finansowania zewnętrznego, kładą szczególny nacisk na pozyskanie kapitału zagranicznego. Zainteresowanie polskimi papierami dłużnymi zostało potwierdzone w czasie kolejnej w tym tygodniu aukcji ? w środę zaoferowano 2-letnie obligacje denominowane w PLN o wartości 5,5 mld zł. Popyt wyniósł 16,2 mld zł i był rekordowo wysoki w historii emisji dwulatek oraz drugi najwyższy, biorąc pod uwagę wszystkie dotychczasowe aukcje długu. Słabo pod względem zainteresowania inwestorów wypadają natomiast obligacje czeskie. W bieżącym tygodniu odbyła się bowiem również aukcja papierów dłużnych w Czechach, w czasie której tamtejsze Ministerstwo Finansów nie zdołało uplasować całej oferty o wartości 5,95 mld koron (nieco ponad 330 mln dolarów) ? popyt wyniósł natomiast 5,347 mld CZK.
W ciągu tygodnia nie poznaliśmy zbyt wielu danych makro z naszego kraju, a te które napłynęły na rynek, nie wywarły praktycznie żadnego wpływu na notowania polskiej waluty. Indeks inflacji konsumentów CPI wskazał na zwiększenie tempa wzrostu cen w grudniu do 3,5% r/r z 3,3% r/r, oczekiwano natomiast odczytu na nieco wyższym poziomie 3,6%. Negatywnie zaskoczyły dane o saldzie na rachunku obrotów bieżących z Polski. Wykazało ono w listopadzie deficyt wysokości 1272 mln euro, podczas gdy prognozowano wynik -975 mln eur. Słaby odczyt z listopada (podobnie jak ten z października) nie był jednak efektem deficytu w handlu zagranicznym (bilans handlowy stanowi główną część obrotów bieżących) i wynikał z wysokiej ujemnej pozycji transferów bieżących. W związku z tym inwestorzy praktycznie nie zareagowali na te dane.

Przez zdecydowaną większość mijającego tygodnia kurs EUR/USD poruszał się w konsolidacji oscylując wokół poziomu 1,4500. Rozstrzygnięcie tej sytuacji nastąpiło w trakcie piątkowej sesji azjatyckiej, kiedy to kurs tej pary walutowej wybił się dołem z wspomnianego ruchu bocznego, pokonując poziom wsparcia 1,4450. Eurodolar w dalszym ciągu ma przed sobą pole do dalszego spadku i prawdopodobnie zmierzać będzie w okolice poziomu 1,4200, będącego lokalnym minimum z początku grudnia 2009 roku. Obecnie napływ dobrych informacji z amerykańskiej gospodarki przekłada się na umocnienie dolara, a biorąc pod uwagę wolną, aczkolwiek sukcesywną poprawę jej kondycji oczekiwać można, że w najbliższym czasie poznamy więcej pozytywnych danych, które przełożą się na pogłębienie spadku kursu EUR/USD. Z danych przedstawionych w ostatnich dniach warto wspomnieć o odczycie dynamiki sprzedaży detalicznej, która spadła w grudniu o 0,3% m/m, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 0,5% m/m. Z przedstawionego w środę comiesięcznego raportu zwanego Beżową Księgą wynika, że sytuacja gospodarcza uległa lekkiej poprawie w 10 z 12 regionów USA. W dalszej części tygodnia poznaliśmy decyzję Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. ECB utrzymał koszt pieniądza na dotychczasowym poziomie. Dla inwestorów ważniejszy był komunikat europejskich władz monetarnych przedstawiony na konferencji po ogłoszeniu decyzji. J.C. Trichet stwierdził, że mocny dolar leży w interesie gospodarki światowej, a ponadto dodał, że Grecja będzie musiała poradzić sobie sama z problem nadmiernego zadłużenia. W minionym tygodniu obserwować można było wzrost kursu GBP/USD do poziomu 1,6350. Wsparciem dla funta były publikacje pozytywnych danych z brytyjskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa wzrosła o 0,4% m/m i był to wynik lepszy od prognoz kształtujących się na poziomie 0,3%. Ponadto poznaliśmy także saldo handlu zagranicznego za listopad, które wyniosło -6,784 mld GBP. Oczekiwano, iż deficyt handlowy osiągnie większe rozmiary. Kurs USD/JPY po dojściu do linii trendu spadkowego rozpoczętego w marcu 2009 roku odbił się od tego silnego poziomu oporu, spadając blisko 3,5%. Jednak dalsza zniżka tego kursu walutowego jest mało prawdopodobna, gdyż umacniający się względem dolara jen szkodzi notowaniom japońskich spółek-eksporterów, a w takiej sytuacji oczekiwać można kolejnych sygnałów ze strony tamtejszego rządu oraz władz monetarnych, sugerujących możliwość interwencji.

Sporządzili:
Joanna Pluta
Michał Fronc
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Dzisiejsza sesja na krajowym rynku walutowym rozpoczęła się w dość spokojnych nastrojach, jednak w kolejnych godzinach mogliśmy obserwować osłabienie złotego. Notowania EUR/PLN zwyżkowały do poziomu 4,2400, a kurs USD/PLN wzrósł w okolice 2,8900. Ruch deprecjacyjny na złotym miał miejsce przy jednoczesnym spadku wartości pozostałych walut regionu. Forint osłabił się dziś o 1% względem euro, dochodząc do poziomu 269,00 HUF za EUR, o 0,6% spadła wartość korony czeskiej ? dotychczas najstabilniejszej waluty regionu, która jednak od sześciu sesji systematycznie traci na wartości.
Notowania korony zniżkują wciąż na fali obaw związanych z możliwą interwencją czeskiego banku centralnego na rynku walutowym, nakierowaną na osłabienie krajowej waluty. Silna korona obniża bowiem konkurencyjność czeskiego eksportu, od którego gospodarka tego kraju jest silnie uzależniona. Forint i złoty natomiast traciły głównie na fali słabszych nastrojów inwestycyjnych na globalnym rynku, którym towarzyszyła zniżka notowań eurodolara pod poziom 1,4700. Bez większego wpływu na kurs polskiej waluty pozostają natomiast obecne zawirowania w rządzie i tzw. ?afera hazardowa?. Inwestorzy prawdopodobnie traktują ten problem jako wewnętrzną sprawę rządu, nie stwarzającą zagrożenia dla stabilności politycznej kraju.
O wciąż stabilnym zaufaniu inwestorów względem naszego regionu w dłuższym terminie świadczyły dzisiejsze aukcje obligacji w Polsce i w Czechach, w czasie których popyt zdecydowanie przekraczał nominalną wartość zaoferowanych papierów dłużnych. W przypadku czeskich obligacji liczba chętnych do kupna ?15-latek? była dwukrotnie wyższa niż podaż, zainteresowanie polskim 2-letnim długiem natomiast okazało się trzy razy większe niż nominalna oferta Ministerstwa Finansów.

Sporządziła:
Joanna Pluta
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

W opinii wielu uczestników rynku ostatnie wzrosty cen surowców energetycznych oraz metali przemysłowych nie miały silnych fundamentalnych podstaw, a były głównie napędzane przez wzrosty na światowych giełdach oraz nadzieje na rychłe wyjście globalnej gospodarki z recesji. Sytuacja taka sprzyja powstaniu kolejnej banki spekulacyjnej, jednak sygnał do spadków powinien paść najpierw z rynków kapitałowych.
Od początku ubiegłego tygodnia cena ropy naftowej sukcesywnie wzrastała, dochodząc do poziomu blisko 76 dolarów za baryłkę. Początkowo zwyżka ta dokonywała się w reakcji na pozytywne dane makroekonomiczne z Chin oraz wzrosty na parkietach w Europie. Z opublikowanych danych z chińskiej gospodarki wynika, że indeks PMI wzrósł w lipcu do 52,9 pkt z 51,8 pkt w czerwcu, notując piątą z rzędu miesięczną zwyżkę. W kolejnych dniach obawy o wzrost zapasów ropy przeważyły nad dobrymi danymi makro, a wzrosty cen tego surowca lekko wyhamowały. Ostrożność inwestorów okazała się uzasadniona, gdyż według danych podanych przez rządową Agencję Informacji Energetycznej (EIA), zapasy ropy naftowej wzrosły w ubiegłym tygodniu o 1,7 mln baryłek, wobec oczekiwanej zwyżki o 800 tys. baryłek. Końcówka minionego tygodnia przebiegała pod znakiem oczekiwań na raport z amerykańskiego rynku pracy, któremu towarzyszył lekki spadek cen ropy. Po publikacji lepszych od prognoz danych m.in.: stopy bezrobocia (9,4%) oraz zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (-247 tys.) reakcja rynku była odmienna od tego, co mogliśmy obserwować do tej pory. Dolar amerykański zaczął istotnie się umacniać względem głównych walut, a wyceniane w nim surowce w tym ropa naftowa zaczęły tracić na wartości ? notowania ?czarnego złota? zniżkowały do poziomu około 73 USD za baryłkę.
Pozytywne dane makro z Chin spowodowały, że na początku ubiegłego tygodnia również na rynku miedzi obserwować można było wzrosty. Ponadto optymizm został wsparty przez dane o liczbie zawartych w USA w czerwcu przedwstępnych umów sprzedaży domów, która wzrosła o 3,6% m/m. W drugiej części tygodnia tendencja wzrostowa cen miedzi została lekko wyhamowana przez nasilenie się obaw wśród inwestorów w związku z brakiem fundamentalnego potwierdzenia ostatniej zwyżki oraz z ewentualnym spadkiem w przyszłości popytu ze strony Chin. Na zakończenie tygodnia ceny miedzi spadały na fali nerwowych oczekiwań na dane z amerykańskiego rynku pracy oraz w wyniku wzrostu zapasów tego metalu w magazynach Londyńskiej Giełdy Metali. Do spadków przyczyniła się również zaprezentowana prognoza chińskiego banku centralnego, mówiąca, że w drugiej połowie roku dostęp do kredytów będzie trudniejszy niż obecnie, a to wpłynie na spadek popytu, również inwestycyjnego.
W ubiegłym tygodniu cena złota zanotowała lokalne maksimum, dochodząc do poziomu 970 USD za uncję. Głównymi czynnikami wzrostu były dobre dane i zwyżki na światowych giełdach, zwiększające nadzieje na szybsze wyjście z kryzysu. Poprawa sytuacji w globalnej gospodarce stwarza zagrożenie wystąpienia inflacji, a to z kolei zwiększa zainteresowanie inwestorów złotem jako alternatywą dla pieniądza. Pod koniec minionego tygodnia ceny złota zaczęły spadać w reakcji na umacniającego się dolara. Wzrost wartości amerykańskiej waluty był dość nietypową w ostatnich czasach reakcją na lepsze od oczekiwań dane z rynku pracy Stanów Zjednoczonych. Do zniżki notowań tego kruszcu przyczynił się także mniejszy popyt ze strony funduszy inwestycyjnych, bazujących na złocie (exchange-traded fund). Z technicznego punktu widzenia zaobserwować można na wykresie dziennym tego kruszcu formację trójkąta, rysującą się od połowy lutego bieżącego roku. Kierunek wybicia kursu z tego układu w znaczący sposób zdeterminuje dalszy ruch notowań złota.
Na rynku pozostałych metali szlachetnych również można było obserwować wzrosty. Cena srebra podobnie jak złota w drugiej części ubiegłego tygodnia zanotowała lokalne maksimum, dochodząc w okolice poziomu 15,000 USD za uncję. Cena tego kruszcu, który ze względu na swoje zastosowanie kwalifikuje się jako metal przemysłowy, rosła na fali nadziei na szybszy powrót globalnej gospodarki na ścieżkę wzrostu. Zwyżkę zanotowały również ceny platyny oraz palladu, które są wykorzystywane w produkcji katalizatorów do samochodów. Większemu popytowi na te metale sprzyja rosnąca sprzedaż aut w USA, wspierana przez rządowy program dopłat ?Cash for Clunkers?.
W ubiegłym tygodniu na rynku towarów rolnych cena kukurydzy zanotowała 5-procentowy spadek, zbliżając się do tegorocznego minimum. Presja spadkowa wynika ze sprzyjającej uprawom pogody, a według szacunków Amerykańskiego Ministerstwa Rolnictwa tegoroczne zbiory kukurydzy osiągną rekordowo wysoki poziom. W minionym tygodniu cena pszenicy zanotowała największy od blisko dwóch miesięcy jednodniowy spadek tj. -5,4%, który dokonał się w wyniku wysokiej podaży tego zboża oraz niskiego popytu. Ceny soi natomiast zwyżkowały w minionym tygodniu o 4%, a głównymi czynnikami wzrostu były: ograniczona podaż, silny popyt głównie ze strony jej największego importera ? Chin oraz prognozowana wysoka temperatura, która może zniszczyć część upraw. W tym tygodniu rynek produktów rolnych czeka na publikację raportu Amerykańskiego Ministerstwa Rolnictwa, w którym to przedstawione zostaną m.in. prognoza popytu na soję oraz wielkość jej importu przez Chiny.

Sporządzili:

Michał Fronc
Joanna Pluta
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.