Dzisiejsza sesja na rynku walutowym upłynęła w spokojnych nastrojach. Eurodolar przez większość dnia konsolidował się nieco powyżej poziomu 1,3600 i dopiero po południu notowania EUR/USD zeszły pod tę wartość. Niska zmienność była w dużym stopniu efektem święta narodowego w Stanach Zjednoczonych i związanej z tym mniejszej aktywności inwestorów. Poza tym kalendarz ekonomiczny był dziś wyjątkowo ubogi, co również przyczyniało się do stabilizacji na rynku. Inwestorzy oczekują na jutrzejszą prezentację wniosków ze spotkania ministrów finansów Unii Europejskiej, licząc iż ukaże ona szczegóły planu pomocy Grecji. Prawdopodobnie jednak i tym razem zbyt wiele konkretów nie padnie. Z jednej strony bowiem przypadek Grecji jest bezprecedensowy, w związku z czym potrzeba będzie sporo czasu, by opracować szczegółowy plan działania. Z drugiej istnieje spora presja, by w pierwszej kolejności Grecja pomogła sama sobie, wprowadzając odpowiednie restrykcje budżetowe, w ramach zaakceptowanego przez Komisję Europejską planu naprawy finansów publicznych. W związku z tym zaprezentowany może zostać ewentualny plan awaryjny, określający możliwe działania interwencyjne w przypadku, w którym Grecja nie dałaby rady spełnić wymagań fiskalnych zawartych we wspominanym planie. Złoty pozostawał również stabilny, a notowania EUR/PLN konsolidowały się przez większość sesji w przedziale 4,0000 ? 4,0200. Dopiero po południu kurs euro względem złotego zwyżkował nieco powyżej poziomu 4,0200. Dane, jakie napłynęły dziś z Polski nie wywarły większego wpływu na krajowy rynek walutowy. O godz. 14.00 zaprezentowany został odczyt inflacji konsumentów CPI za styczeń. Inflacja wzrosła w tym czasie do 3,6% r/r, podczas gdy oczekiwano, iż nie zmieni się w porównaniu z grudniem i pozostanie na poziomie 3,5% r/r.
Sporządziła:
Joanna Pluta
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Pierwsza połowa stycznia w notowaniach EUR/USD upłynęła pod znakiem umiarkowanego odreagowania, w drugiej obserwowaliśmy już powrót do dynamicznych spadków. Wartość euro względem dolara pod koniec minionego miesiąca zeszła pod psychologiczną barierę 1,4000. Presję spadkową w notowaniach tej pary walutowej tworzyły przede wszystkim obawy inwestorów związane z problemami fiskalnymi Grecji. Deficyt tego kraju w ubiegłym roku wyniósł aż ok. 12,7% PKB, podczas gdy według zasad obowiązujących państwa należące do strefy euro nie powinien on przekraczać 3% PKB. Mimo że greckie władze przedstawiły plan redukcji deficytu do wymaganego poziomu do 2012 r. (który z resztą został na początku lutego zaakceptowany przez Komisję Europejską) niepokój inwestorów pozostał duży. Uczestnicy rynku nie są pewnie tego, czy greckim władzom uda się skutecznie wprowadzić w życie planowane cięcia w wydatkach budżetowych. Rodzą one bowiem sprzeciw obywateli. W lutym mają mieć miejsce dwa strajki, w trakcie których greckie związki zawodowe będą protestować przeciwko wspomnianym planom. Tego typu wydarzenia z pewnością nie będą służyć notowaniom euro. W najbliższym czasie może nieco głośniej zrobić się o problemach Hiszpanii i Portugalii, co również prawdopodobnie będzie szkodzić europejskiej walucie.
Presję spadkową w notowaniach EUR/USD pod koniec stycznia wzmocniła seria dobrych danych, jakie napłynęły z amerykańskiej gospodarki. Szczególnie istotny był znacznie wyższy od prognoz odczyt wstępnych szacunków dynamiki PKB Stanów Zjednoczonych za IV kw. Według zaannualizowanych danych wzrost gospodarczy w USA w IV kw. osiągnął poziom 5,7%, co jest najlepszym wynikiem od 6 lat. Choć w pewnym stopniu wynika on z nietrwałych czynników, to i tak należy go uznać za imponujący. Europejskiej gospodarce z pewnością trudno będzie się do takiego wyniku zbliżyć. Z uwagi na to, że kurs EUR/USD stał się wyznacznikiem tego, jak obie gospodarki są postrzegane przez inwestorów, fakt ten przemawia za dalszym spadkiem wartości euro względem dolara w dłuższym terminie.
Jednym z czynników, który w grudniu dał początek, dynamicznemu ruchowi spadkowemu kursu EUR/USD był wzrost oczekiwań na podwyżki stóp procentowych w USA w połowie bieżącego roku. Oczekiwania te w styczniu nieco się zmniejszyły. Zadecydowały o tym m.in. przedstawione na początku minionego miesiąca dane z amerykańskiego rynku pracy o zmianie zatrudnienia poza sektorem rolniczym, które okazały się znacznie gorsze od prognoz. W grudniu to właśnie m.in. lepsze doniesienia ze wspomnianego sektora wywołały wzrost oczekiwań na zacieśnienie polityki pieniężnej. Styczniowy spadek tych oczekiwań ograniczył nieco dobry odczyt danych o PKB USA. Obecnie inwestorzy liczą, że koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych zostanie podniesiony nie wcześniej niż we wrześniu. Miesiąc temu obstawiali oni sierpień. Komunikat po styczniowym posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku nie przyniósł zbyt wielu zaskoczeń. Powtórzono stwierdzenie, że stopy procentowe w USA powinny pozostać na niskim poziomie przez dłuższy czas. Warto jednak zauważyć, że ze zdaniem tym nie zgodził się jeden z przedstawicieli FOMC, o czym w komunikacie tym wspomniano. Może to być pierwszy sygnał wskazujący, że wkrótce nastawienie Komitetu do polityki pieniężnej przestanie być tak łagodne jak obecnie.
Europejski Bank Centralny pozostaje naturalnie nastawiony do polityki pieniężnej. Z komunikatu po styczniowym posiedzeniu ECB nie można wyczytać żadnych wskazówek na temat tego, kiedy rozpocznie się faza podnoszenia stóp w strefie euro. Wobec problemów fiskalnych mniej rozwiniętych państw Eurolandu trudno oczekiwać, by faza ta rozpoczęła się w najbliższych miesiącach. Nie zmuszają do tego również prognozy ECB odnośnie inflacji. W styczniu wiele mówiło się o pierwszych sygnałach wskazujących na zacieśnienie polityki pieniężnej w Chinach. Chiński bank centralny podniósł poziom wymaganych rezerw w tamtejszych bankach. Niektóre z nich wezwał do ograniczenia akcji kredytowej. Inwestorzy zareagowali na doniesienia o tych działaniach dość nerwowo. W ostatnim czasie wzrost popytu z Chin był istotnym czynnikiem wspierającym światowe rynki finansowe. Dlatego też działania zacieśniające politykę pieniężną, które mogą go ograniczyć, zaniepokoiły inwestorów. Wydaje się, że na bardziej zdecydowane kroki tego typu w Chinach jest jeszcze za wcześnie. Na pojedyncze sygnały, takie jak napływały na rynek ostatnio, inwestorzy powinni się natomiast uodpornić. W notowaniach EUR/GBP w styczniu obserwowaliśmy dość silny spadek. Wynikał on jednak przede wszystkim ze słabości euro, a nie z siły funta. Fundamenty brytyjskiej gospodarki wciąż pozostają słabe. Świadczą o tym chociażby wstępne dane o PKB Wielkiej Brytanii w IV kw. Wzrósł on w ujęciu kwartalnym o zaledwie 0,1%. Dane te potwierdzają, że odbicie w brytyjskiej gospodarce będzie bardzo wolne. Wielka Brytania w ciągu najbliższych kwartałów będzie prawdopodobnie pozostawać w tyle za Stanami Zjednoczonymi i strefą euro. Fakt ten może tworzyć negatywną presję w notowaniach funta. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do USA, brytyjskie władze nie mają nic przeciwko słabości własnej waluty. Styczeń w notowaniach pary USD/JPY upłynął pod znakiem spadków. Chwilową zwyżkę obserwowaliśmy jedynie na początku minionego miesiąca, kiedy to nowy minister finansów Japonii zdecydowanie opowiedział się za osłabieniem jena i wskazał poziom 95,00 w przypadku wspomnianej pary walutowej jako optymalny dla przedsiębiorców. Szybko jednak z tak radykalnego poglądu się wycofał, co zahamowało deprecjację jena względem dolara. Z punktu widzenia analizy technicznej zatrzymanie się zwyżki kursu USD/JPY i powrót do spadku był spowodowany nieudaną próbą przebicia linii trendu spadkowego, kształtującego się od połowy 2007 r. W najbliższym czasie wyjście ponad tę linię, która obecnie znajduje się pod poziomem 93,00 wydaje się mało prawdopodobne.

Rynek krajowy

Styczeń przyniósł sporą zmienność na rynku złotego. W pierwszej połowie miesiąca polska waluta umacniała się dynamicznie, a notowania EUR/PLN zeszły do poziomu 4,0000. Po tym jednak nastąpiło dynamiczne odbicie, które wywindowało kurs tej pary walutowej do poziomu 4,1000. Po konsolidacji nieco poniżej tej wartości, złoty ponownie zaczął się umacniać, a wartość euro zniżkowała z powrotem w okolice poziomu 4,0000 PLN za EUR.
Styczeń upłynął pod znakiem udanych aukcji polskiego długu. Sukcesem zakończyła się oferta euroobligacji ? początkowo planowano uplasować na rynku papiery o wartości 1 mld euro, zainteresowanie było jednak tak duże, iż ostatecznie wartość oferty wyniosła 3 mld euro. Mimo to popyt i tak dwukrotnie przekroczył podaż. Zainteresowanie polskimi papierami dłużnymi zostało potwierdzone w czasie kolejnych aukcji obligacji denominowanych w krajowej walucie. W ciągu miesiąca miały miejsce oferty m.in. obligacji 2-letnich oraz 10- i 20-letnich. Popyt na papiery 2-letnie okazał się prawie trzy razy wyższy od podaży ? wyniósł on 16,2 mld zł, co stanowi rekord w historii aukcji tego typu obligacji. Również w przypadku papierów o dłuższym terminie zapadalności liczba złożonych zleceń kupna okazała się trzykrotnie wyższa od wartości nominalnej oferty. Tak duże zainteresowanie inwestorów świadczy o sporym zaufaniu względem polskiej gospodarki oraz rządowego planu naprawy finansów publicznych. Plan ten został oficjalnie przedstawiony pod koniec stycznia. Rząd zakłada w nim m.in. osiągnięcie sporych przychodów z tytułu prywatyzacji. Ponadto, Polska powinna wypełnić fiskalne kryterium konwergencji do 2012 r. Pozytywnie o realności założeń planu świadczy fakt, iż zdaniem Komisji Europejskiej możliwe jest obniżenie deficytu budżetowego do 3% PKB we wspomnianym terminie. Pozytywny sentyment inwestycyjny na regionalnym rynku, w tym na rynku złotego ograniczały w styczniu problemy fiskalne Grecji, a także zagrożenie wystąpieniem podobnych turbulencji w Portugalii i Hiszpanii. Przypomniało to inwestorom, iż z analogicznymi kłopotami borykają się kraje Europy Środkowo ? Wschodniej i ograniczyło ich euforię, jaka panowała w regionie w pierwszych dniach nowego roku.
Oceniając z perspektywy czasu, należy jednak dodać, iż problemy Grecji nie miały silniejszego przełożenia na obawy o kondycję fiskalną regionalnych gospodarek i jak już wspomniano jedynie ograniczyły apetyt inwestycyjny. Inwestorzy w poprzednich miesiącach mieli już bowiem wielokrotnie okazję zdyskontować problemy budżetowe krajów Europy Środkowo ? Wschodniej. Dyscyplina, do jakiej zostały zmuszone poszczególne gospodarki ? albo w wyniku zobowiązań nałożonych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy lub też Komisję Europejską, spowodowała, iż mają one obecnie lepsze perspektywy fiskalne niż wspomniane kraje Eurolandu. Ponadto w momencie, w którym ratingi najsłabszych gospodarek Eurolandu są obniżane, agencje ratingowe jednocześnie lepiej oceniają kraje naszego regionu, a międzynarodowe instytucje finansowe podnoszą prognozy wzrostu gospodarczego. Problemy Grecji miały silniejszy wpływ na lokalny rynek za pośrednictwem nastrojów na europejskich giełdach. Pogorszenie sentymentu na parkietach powodowało spadek apetytu inwestycyjnego oraz ogólny wzrost awersji do ryzyka, a to z kolei ograniczało zakupy aktywów związanych z szeroko pojętym regionem rynków wschodzących. Dane, jakie napływały z Polskiej gospodarki w styczniu nie były jednoznaczne. Po tym jak na początku miesiąca nastroje poprawiła lepsza od oczekiwań publikacja indeksu PMI (utrzymał on w grudniu poziom 52,4 pkt), rozczarował odczyt produkcji przemysłowej. Po bardzo dobrych danych listopadowych, kiedy to produkcja wzrosła o 9,8 r/r, w grudniu oczekiwano zwyżki o 11% r/r. Tymczasem produkcja zanotowała wzrost o 7,4% r/r, co jakkolwiek było wynikiem bardzo dobrym w porównaniu z innymi gospodarkami europejskimi, jednak odbiegało od prognoz o ponad 3,5 punktu procentowego. Już drugi miesiąc z rzędu słabiej od oczekiwań wypadało również saldo na rachunku obrotów bieżących ? wykazało ono deficyt na poziomie 1272 mln EUR, oczekiwano natomiast deficytu wysokości 975 mln euro. Pozytywnie zaskoczyły natomiast dane o sprzedaży detalicznej ? wzrosła ona w grudniu o 7,3% r/r, czyli więcej niż oczekiwane 6,1% r/r. Najważniejszy jednak był odczyt dynamiki PKB za 2009 r. Według GUS wyniosła ona 1,7%, czyli nieco więcej niż oczekiwano. Dane te pozwalają wnioskować, iż wzrost gospodarczy w naszym kraju wyniósł w IV kwartale 3% kw/kw. Wskaźniki inflacji (CPI, PPI oraz inflacji bazowej) wypadły nieco niżej niż zakładały prognozy. Najważniejszy z nich ? inflacja konsumentów wykazała wzrost do 3,5% r/r z 3,3% r/r w listopadzie. Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła w styczniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie, zaznaczając jednocześnie, iż w krótkim terminie nie należy spodziewać się zmiany kosztu pieniądza.

Joanna Pluta
Tomasz Regulski
Departament Analiz
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ostatnie spadki kursu EUR/PLN wspierane były przez popyt ze strony zagranicznych inwestorów na krajowe obligacje. Póki co jednak poziom 4,0000 nie został pokonany ? do przebicia tej psychologicznej bariery potrzebny jest silny impuls rynkowy. Może go dostarczyć dzisiejsza aukcja polskiego długu. Jeżeli jednak wparcie 4,0000 nie zostałoby przebite, potwierdziłoby to po raz kolejny jego siłę. W takiej sytuacji w następnych dniach powinniśmy oglądać konsolidację nieco powyżej tego poziomu. Dziś Ministerstwo Finansów zaoferuje 10- i 20-letnie obligacje o wartości 1,5-2,5 mld. Ze względu na spore zaufanie inwestorów zagranicznych do polskiej gospodarki w długim terminie, papiery dłużne o dalekich terminach zapadalności powinny cieszyć się dużym zainteresowaniem. Negatywną presję na apetyt inwestycyjny w regionie mogą jednak pośrednio wywołać problemy fiskalne Grecji. W pierwszej kolejności kłopoty budżetowe tego kraju uderzają w sentyment względem euro. Cała sytuacja może mieć jednak negatywny wpływ również na nastroje inwestycyjne w naszym regionie, powiązanym geograficznie oraz gospodarczo z Eurolandem. Ponadto problemy Grecji przypominają inwestorom o słabej kondycji fiskalnej wielu krajów Europy Środkowo ? Wschodniej, w tym Polski. Dziś z kraju ani też z regionu nie poznamy żadnych danych makroekonomicznych. Wczorajszy odczyt dynamiki płac w sektorze przedsiębiorstw zaskoczył pozytywnie. Wynik na poziomie 6,5% r/r jest jednak najprawdopodobniej efektem grudniowej wypłaty bonusów dla pracowników. O tym, czy poprawa tempa wzrostu płac jest trwała przesądzą dane za kolejne miesiące.

W trakcie dzisiejszej sesji azjatyckiej obserwowaliśmy kontynuację wczorajszego dynamicznego spadku kursu EUR/USD. Wartość euro względem dolara zeszła do najniższego poziomu od sierpnia ubiegłego roku, swoje minimum notując na poziomie 1,4168. Z punktu widzenia analizy technicznej tak silna zniżka jest efektem wybicia się kursu eurodolara dołem z płaskiego kanału wzrostowego, w którym przebywał on od miesiąca. Obecnie w notowaniach tej pary walutowej realizuje się formacja odwróconej flagi, dobrze widoczna na wykresie dziennym. Przemawia ona za bardziej dynamiczną zniżką. Najbliższy, niezbyt silny poziom wsparcia usytuowany jest na poziomie 1,4180. Z punktu widzenia analizy fundamentalnej notowaniom euro względem dolara w dalszym ciągu szkodzą obawy inwestorów związane z problemami fiskalnymi Grecji. Dzisiaj dyrektor generalny Międzynarodowego Funduszu Walutowego stwierdził, że problemy tego kraju są poważne, jednak nie doprowadzą one do rozłamu strefy euro. Kurs EUR/USD w dalszym ciągu pozostaje pod presją spadkową, jednak jego notowania są już silnie krótkoterminowo wysprzedane, dlatego nie można wykluczyć w najbliższym czasie chwilowej korekty wzrostowej. Z publikowanych dzisiaj danych wpływ na kurs euro względem dolara mogą mieć jedynie doniesienia z USA w tym przede wszystkim odczyt liczby wydanych pozwoleń na budowę domu oraz liczby rozpoczętych budów w grudniu. Poznamy je o godz. 14.30. W tym samym czasie ze Stanów Zjednoczonych napłyną dane o inflacji producentów (PPI) w minionym miesiącu. Będą one prawdopodobnie mniejszy wpływ na rynek niż doniesienia z amerykańskiego rynku nieruchomości. Dość silne zmiany obserwowaliśmy wczoraj w notowaniach GBP/USD. Po publikacji danych z Wielkiej Brytanii o inflacji konsumentów (CPI), która okazała się znacznie wyższa od oczekiwań, wartość funta względem dolara wzrosła do najwyższego poziomu od pierwszych dni grudnia (w okolice 1,6450). Wpływ odczytu tego wskaźnika na rynek okazał się jednak jedynie chwilowy. Zaraz po wspomnianym wzroście kurs GBP/USD podążył w ślad za eurodolarem i odnotował dynamiczny spadek. Zniżka ta kontynuowana jest również dzisiaj. O godz. 9.55 za GBP płacono ok. 1,6280 USD. Najbliższe istotne wsparcie w notowaniach tej pary walutowej usytuowane jest na 1,6230. Dzisiaj chwilowy wpływ na wartość funta mogą mieć publikowane o godz. 10.30 zapiski z ostatniego posiedzenia Banku Anglii oraz przedstawiane w tym samym czasie dane z brytyjskiej gospodarki o stopie bezrobocia w listopadzie.

Sporządzili:
Joanna Pluta
Tomasz Regulski
Departament Analiz
DM TMA Brokers S.A.

Złoty umacniał się wczoraj, a notowania EUR/PLN zeszły w okolice 4,0150. Początek dzisiejszej sesji przyniósł zniżkę o kolejny grosz aż do poziomu 4,0055. Kurs euro względem złotego nieuchronnie zbliża się w kierunku psychologicznej bariery 4,0000. Za nami kolejna udana aukcja polskiego długu ? w poniedziałek Ministerstwo Finansów zaoferowało 52-tygodniowe bony skarbowe o łącznej wartości nominalnej 638 mln zł, popyt natomiast wyniósł niemal 4 mld zł. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również roczne papiery dłużne sprzedane wczoraj przez rząd Rumunii. Popyt wyniósł 6 mld RON przy ofercie o łącznej wartości 2,4 mld RON. Popyt na polskie papiery wydaje się jednak bardziej stabilny. Euforia wokół Rumunii wynika bowiem z ustabilizowania się sytuacji politycznej w tym kraju, co z kolei odblokowało reformy konieczne do przeprowadzenia w celu otrzymywania na bieżąco pomocy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Zainteresowanie polskimi papierami dłużnymi jest natomiast efektem dobrej kondycji gospodarczej naszej gospodarki. Zdaniem banku Goldman Sachs Polska będzie pierwszym krajem w Europie Środkowo ? Wschodniej, który zacznie podnosić w tym roku stopy procentowe. Podejście do polityki pieniężnej władz monetarnych poszczególnych krajów wskazuje na zróżnicowanie gospodarcze naszego regionu. Tak jak w przypadku Polski zaczyna się już wspominać o podwyżkach kosztu pieniądza, w przypadku Węgier czy Rosji oczekuje się dalszego cięcia stóp. Zdaniem banku łagodną politykę pieniężną, chociaż już raczej bez obniżek kosztu pieniądza, będzie prowadził Narodowy Bank Czech. Dziś na rynek napłyną dane z krajowej gospodarki dotyczące zatrudnienia oraz wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Nie powinny mieć one jednak większego wpływu na złotego.

Wczoraj pod nieobecność inwestorów z USA w notowaniach EUR/USD panowała bardzo niska zmienność. Kurs tej pary walutowej konsolidował się pod poziomem 1,4400. Eurodolar nie zareagował na doniesienia z odbywającego się wczoraj spotkania europejskich ministrów finansów. Na spotkaniu tym nie powiedziano nic nowego. Powtórzono, iż Grecja musi sama sobie radzić z problemami i być może będzie musiała zwiększyć swe wysiłki w walce z deficytem. Dzisiaj kurs EUR/USD nieznacznie wzrósł ponad 1,4400. Najbliższy istotny opór, który może hamować ewentualną dalszą zwyżkę wartości euro względem dolara, usytuowany jest w pobliżu 1,4420. Kurs tej pary walutowej wciąż zachowuje potencjał do spadków. Celem dla niego w najbliższym czasie może stać się dolne ograniczenie płaskiego kanału wzrostowego, w którym przebywa od miesiąca, usytuowane obecnie nieco ponad 1,4340. Z publikowanych dzisiaj danych wpływ na notowania EUR/USD może mieć jedynie odczyt indeksu instytutu ZEW z Niemiec. Poznamy go o godz. 11.00. Oprócz tego wskaźnika poznamy dzisiaj jeszcze napływ kapitałów do USA oraz indeks amerykańskiego rynku nieruchomości (NAHB). Dane te zwykle nie wywołują reakcji eurodolara, tak też powinno być i tym razem. Wczoraj kurs GBP/USD pokonał dość istotny opór usytuowany w pobliżu 1,6350 (50% zniesienia spadku, jaki dokonał się w notowaniach tej pary walutowej pod koniec minionego roku). Tym samym zyskał potencjał do większej zwyżki, co nieco kłóci się z oczekiwanymi spadkami w notowaniach EUR/USD. Sprzeczność tych sygnałów niweluje jednak dynamiczna zniżka kursu EUR/GBP, który zszedł do najniższego poziomu od września 2008 r. Dzisiaj o godz. 10.30 z Wielkiej Brytanii napłyną dane na temat inflacji konsumentów (CPI) w grudniu. Odczyt tego indeksu, podobnie jak i innych wskaźników z brytyjskiej gospodarki powinien mieć dość duży wpływ na notowania funta.

Sporządzili:
Joanna Pluta
Tomasz Regulski
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Dziś dane o PKB z Eurolandu

14 Sierpień 2009

Początek dzisiejszej sesji przyniósł kontynuację umocnienia złotego, zapoczątkowanego wczoraj po południu, kiedy to notowania EUR/PLN odbiły w dół po wcześniejszym wzroście powyżej poziomu 4,2100. Dziś rano przed godz. 10.00 za euro płacono już ok. 4,1200 zł.
Złoty umocnił się ponownie na fali odreagowania na pozostałych rynkach, a dodatkowo powrotny ruch aprecjacyjny wsparły dobre dane, jakie napłynęły wczoraj z polskiej gospodarki. Według informacji podanej przez Narodowy Bank Polski saldo na rachunku obrotów bieżących wyniosło w czerwcu +459 mln euro, co ponad trzykrotnie przekroczyło oczekiwania rynkowe. Podnosi to istotnie prawdopodobieństwo dodatniej dynamiki PKB w II kwartale 2009 r., co z kolei stanowiłoby znaczące wyróżnienie Polski na tle krajów regionu, których gospodarki kurczą się w kilkuprocentowym tempie. Według danych, jakie dziś napłynęły z Węgier, tamtejszy PKB spadł w minionym kwartale o 7,6% r/r, czyli więcej niż zakładały prognozy, przewidujące spadek o 7,1% r/r. Jutro natomiast napłyną dane z Czech ? oczekuje się, iż tamtejsza gospodarka w okresie kwiecień ? czerwiec skurczyła się o 4,5% r/r.
Polska walutę wsparł również zwyżkujący eurodolar, notowania którego rosną dziś na fali m.in. lepszych od oczekiwań danych o PKB z Niemiec i Francji. Jeśli równie pozytywną niespodzianką okazałby się odczyt dynamiki PKB z Eurolandu, jaki poznamy o godz. 11.00, kurs EUR/USD na szansę na jeszcze silniejszą zwyżkę, na fali której kurs EUR/PLN może zniżkować pod poziom 4,1000. Z publikacji makroekonomicznych z kraju, o 14.00 poznamy oficjalny odczyt inflacji CPI.

W środę po publikacji komunikatu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) w notowaniach kursu EUR/USD obserwowaliśmy silny spadek z poziomu 1,4230 na 1,4130. Mógł być on reakcją na dość pozytywną ocenę amerykańskiej gospodarki, jaka została zawarta we wspomnianym komunikacie. Ruch ten, zgodnie ze wskazywanym przez nas wcześniej scenariuszem, okazał się nietrwały, gdyż FOMC nie zrezygnował ze stwierdzenia, że stopy w Stanach Zjednoczonych pozostaną na niskim poziomie przez dłuższy czas. Na skutek tego kurs EUR/USD bardzo szybko powrócił do poziomu sprzed publikacji komunikatu. Brak sugestii odnośnie zmiany nastawienia wobec polityki pieniężnej na bardziej restrykcyjne, sprawił, że perspektywa większych spadków kursu EUR/USD zdecydowanie się oddaliła. Równocześnie spadło prawdopodobieństwo powrotu dolara do naturalnej zależności, zgodnie z którą amerykańska waluta powinna się umacniać po publikacji dobrych danych ze Stanów Zjednoczonych. Jak bowiem wynika z komunikatu FOMC, łagodne nastawienie tej instytucji do polityki pieniężnej raczej nie ulegnie zmianie w pierwszej fazie odbicia amerykańskiej gospodarki, dlatego też lepsze dane z USA w najbliższym czasie nie będą skłaniać inwestorów do ?grania? na podwyżki stóp procentowych w tym kraju.
Dzisiaj po godz. 8.00 w notowaniach euro względem dolara obserwowaliśmy dość silny wzrost z poziomu 1,4220 na 1,4270. Impuls do tego ruchu dały lepsze od prognoz dane na temat produktu krajowego brutto Niemiec w II kw. Według wstępnych szacunków w II kw. PKB naszych zachodnich sąsiadów w ujęciu kwartalnym wzrósł o 0,3%, podczas gdy zakładano, iż spadnie o 0,3%. Dane te wskazują, iż niemiecka gospodarka wychodzi z recesji. Dość optymistycznie nastawiają one przed publikacją szacunków PKB za ten sam okres dla całej strefy euro, które poznamy o godz. 11.00. Jeśli i one okażą się lepsze od prognoz, kurs EUR/USD będzie prawdopodobnie podążał w kierunku 1,4300. Oprócz danych z Eurolandu, wpływ na notowania tej pary walutowej może mieć publikacja lipcowej dynamiki sprzedaży detalicznej z USA, zaplanowana na godz. 14.30.

Sporządzili:
Joanna Pluta
Tomasz Regulski
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Spadek kursu EUR/USD

10 Lipiec 2009

Na początku wczorajszej sesji obserwowaliśmy spadek kursu EUR/PLN. Został on jednak powstrzymany przez ostatnie minima usytuowane w pobliżu 4,3400. Poziom ten w najbliższym czasie powinien stanowić dość istotne wsparcie. Bez większego spadku awersji do ryzyka na światowych rynkach, który w chwili obecnej wydaje się mało prawdopodobny pokonanie tego poziomu może być dość trudne.
Po ostatnich nieudanych próbach przebicia bariery 4,3400 w notowaniach złotego nastąpiło umiarkowane odreagowanie. Dzisiaj o godz. 10.00 kurs EUR/PLN kształtował się na poziomie 4,3720.
Losy polskiej waluty w najbliższym czasie zależeć będą od rozstrzygnięć na globalnych rynkach. Światowe giełdy wciąż nie chcą podążyć w ślad za surowcami i bronią się przed większymi spadkami, co jest dobrą informacją dla złotego. Trudno jednak stwierdzić, jak długo ta obrona będzie skuteczna. Nie rozstrzygnięta pozostaje sytuacja w notowaniach kursu EUR/USD, który od ponad miesiąca pozostaje w przedziale 1,3740-1,4340. Można jednak zauważyć, że w ostatnim czasie pasmo wahań kursu tej pary walutowej uległo zawężeniu, co może być zapowiedzią wybicia. Z punktu widzenia analizy technicznej, bardziej prawdopodobne wydaje się wybicie górą, co kłóciłoby się z ewentualną większą korektą spadkową na światowych giełdach.
W ostatnich dniach z Polski nie były publikowane żadne istotne dane makro. Natomiast w przyszłym tygodniu kalendarz makroekonomiczny dla naszego kraju będzie bardzo bogaty. Poznamy m.in. inflację konsumentów (CPI), dynamikę wynagrodzeń oraz dynamikę produkcji przemysłowej. Dane te będą dotyczyć czerwca. Mimo że wskaźniki te są dość ważne przy ocenie bieżącego stanu polskiej gospodarki, to jednak dla notowań złotego istotniejsze będą doniesienia napływające z rynków zagranicznych.
W czasie dzisiejszej sesji azjatyckiej kurs EUR/USD oddał cały wzrost, jaki miał miejsce na początku wczorajszych notowań w USA. Po zwyżce do 1,4070, zszedł on do 1,3955. Wahania te nie miały zbyt silnych fundamentalnych podstaw. Nie stały za nimi z pewnością zmiany rynkowych nastrojów, które w trakcie sesji amerykańskiej i azjatyckiej były dość stabilne (czego wyrazem jest zakończenie notowań głównych indeksów w pobliżu poziomów z ostatniego zamknięcia). W pewnym stopniu osłabienie euro względem dolara można tłumaczyć pogłoskami na temat tego, że Międzynarodowy Fundusz Walutowy prowadzi rozmowy z co najmniej 10 państwami wschodnioeuropejskimi na temat programów pomocy. Według nieoficjalnych informacji MFW został poproszony o wsparcie przez Bułgarię, Macedonię i Chorwację. Ponadto państwa, które otrzymywały już pomoc z Funduszu, zwróciły się z prośbą o przyspieszenie wypłat kolejnych transz pożyczek. Doniesienia te mogą świadczyć o dalszych problemach wschodnioeuropejskich gospodarek. Kłopoty tych państw są złą informacją również dla państw zachodniej Europy, które są w tym regionie dość mocno zaangażowane finansowo, stąd też osłabienie euro.
Na początku dzisiejszej sesji europejskiej spadek kursu EUR/USD był kontynuowany. O godz. 10.00 za euro płacono ok. 1,3910 USD. Najbliższe istotne wsparcia w notowaniach tej pary walutowej to 1,3880 oraz 1,3830. Z danych jakie dzisiaj poznamy wpływ na kurs EUR/USD może mieć przedstawiany o godz. 14.30 z USA bilans handlu zagranicznego oraz publikowany o godz. 15.55 indeks nastroju konsumentów Uniwersytetu Michigan.
W ostatnim czasie uwaga inwestorów zwrócona była na szczyt G8. Wczoraj przedstawiciele największych rozwiniętych gospodarek i Rosji spotkali się z reprezentantami największych rozwijających się państw (G5). W komunikacie, przedstawionym po tym spotkaniu, zgodnie z ostatnimi spekulacjami, nie było wzmianki o roli dolara w światowej gospodarce. Z kwestii związanych z rynkiem walutowym znalazły się w nim zapewnienia członków G5, iż nie będą oni dewaluować swych walut.

Sporządził:
Tomasz Regulski
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

W czerwcu w notowaniach pary EUR/USD obserwowaliśmy konsolidację w przedziale 1,3750-1,4340. Rynek potrzebował chwili wytchnienia po dynamicznych majowych wzrostach. Spokój był jednak jedynie pozorny, gdyż w ramach wspomnianego zakresu wahań panowała dość wysoka zmienność. Trudno oczekiwać, by przy tak wysokiej zmienności, wartość euro względem dolara zdołała się przez dłuższy okres utrzymać w dotychczasowym przedziale. Ewentualne wybicie powinno wskazać kierunek dla notowań EUR/USD na przynajmniej kilka tygodni.
Wyhamowanie dynamicznych wzrostów wartości euro względem dolara, obserwowanych w maju wynikało przede wszystkim ze zmniejszenia się obaw inwestorów przed ewentualną obniżką ratingu kredytowego Stanów Zjednoczonych. Agencje ratingowe wyraźnie zaznaczyły, że obecnie rozwiązanie takie nie jest brane pod uwagę. Chwilowo presję wzrostową w notowaniach EUR/USD zwiększyła jedynie opinia agencji Moody?s na temat tego, że w przyszłości ocena wiarygodności kredytowej USA może zostać obniżona, jeśli amerykańskie władze nie poradzą sobie z ogromną dziurą budżetową, bądź też jeżeli zmniejszeniu ulegnie rola dolara w światowych rezerwach walutowych. Zrealizowania się takich scenariuszy nie można w obecnej sytuacji całkowicie wykluczyć.
Przez pewien czas zauważalny wpływ na notowania EUR/USD miały spekulacje na temat polityki monetarnej w USA w najbliższych miesiącach. Jeszcze w połowie miesiąca uczestnicy rynku dość wysoko, bo na niemal 70% oceniali szanse na podwyżkę stóp procentowych w tym kraju o 25 pb, która miałaby mieć miejsce jeszcze w bieżącym roku. Oczekiwania te tworzyły presję spadkową w notowaniach EUR/USD. Z czasem pojawiły się jednak pogłoski na temat tego, że Rezerwa Federalna, za pośrednictwem komunikatu po czerwcowym posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku będzie chciała uciąć spekulacje na temat zacieśnienia polityki pieniężnej w 2009 r. Pogłoski te sprawiły, że wspomniane szanse zaczęto oceniać już tylko na 50%. W związku z taką zmianą oczekiwań, przed posiedzeniem FOMC obserwowaliśmy dość silny wzrost kursu EUR/USD. Wiązał się on również z tym, że niektórzy inwestorzy liczyli, iż amerykańskie władze monetarne wskażą na możliwość rozszerzenia planu skupu aktywów. Takie sugestie jednak nie padły. Podobnie z resztą jak słowa na temat braku podwyżek stóp w roku bieżącym. Zamiast nich ponownie użyto stwierdzenia, że koszt pieniądza pozostanie na niskim poziomie przez ?dłuższy czas?. Po posiedzeniu FOMC kurs EUR/USD odnotował silniejszy spadek, mieszczący się jednak w dotychczasowym paśmie wahań.
Nieco mniej emocji u inwestorów wywołało ostatnie posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego, które odbyło się na początku czerwca. Na posiedzeniu tym, zgodnie z oczekiwaniami koszt pieniądza pozostawiono na dotychczasowym poziomie ? główna stopa procentowa wciąż wynosi tam 1%. Podobnie jak w przypadku posiedzenia FOMC, dla uczestników rynku kluczową kwestią nie była jednak decyzja w sprawie stóp, tylko wskazówki odnośnie przyszłych działań w ramach prowadzenia polityki pieniężnej. Z oficjalnego komunikatu ECB wynika, że w najbliższym czasie nie będzie on rozszerzał planu wykupu obligacji, mało prawdopodobne wydają się również obecnie kolejne obniżki kosztu pieniądza. Fakt ten zmniejszył presję spadkową w notowaniach EUR/USD.
Dane jakie napływały w minionym miesiącu na rynek, nie dostarczyły jednoznacznych sygnałów dla kursu euro względem dolara. Wśród danych z USA pozytywne zaskoczenie przyniósł m.in. odczyt dynamiki sprzedaży detalicznej w maju, zawiodła jednak produkcja przemysłowa. Jeżeli chodzi o wskaźniki ze strefy euro, lepszy od prognoz okazał się niemiecki indeks Ifo, natomiast poniżej oczekiwań wypadła dynamika zamówień w przemyśle. Rynek zdyskontował już pojedyncze pozytywne sygnały płynące z największych gospodarek, w związku z czym do dalszego spadku awersji do ryzyka niezbędna wydaje się dłuższa seria pozytywnych doniesień.
Miniony miesiąc w notowaniach pary GBP/USD również upłynął pod znakiem konsolidacji. Przez większą część czerwca kurs tej pary walutowej nie wykraczał poza zakres 1,6200-1,6600. Z jednej strony negatywnie na wartość funta wpływała niezbyt stabilna sytuacja polityczna w Wielkiej Brytanii. Zaczęły pojawiać się coraz częstsze głosy, by premier G. Brown podał się do dymisji. Ewentualna zmiana władz w okresie wciąż niepewnej sytuacji w gospodarce z pewnością nie byłaby dobrą informacją dla rynku. Brytyjskiej walucie pewnością nie pomogła również rewizja w dół danych na temat PKB w I kw. (według najnowszych szacunków spadek tego wskaźnika wyniósł w ujęciu kwartalnym 2,4%, poprzednio szacowano 2,0%). Z drugiej strony jednak pozytywnie na funta oddziaływał m.in. wyższy od prognoz odczyt inflacji konsumentów (CPI) w maju oraz mniejszy od oczekiwań wzrost stopy bezrobocia. Koniec miesiąca pokazał, że w najbliższym czasie w notowaniach GBP/USD przeważyć mogą argumenty przemawiające za wzrostem kursu. Zwłaszcza, że górne ograniczenie wspomnianego przedziału wahań zostało naruszone. Jeśli przebicie tej wartości okaże się trwałe, wartość funta względem dolara zyska potencjał do wzrostu przynajmniej w okolice 1,7000. Na możliwość zrealizowania się takiego scenariusza wskazują notowania EUR/GBP w których od marca rysuje się trend spadkowy.
Miniony miesiąc na polskim rynku walutowym upłynął pod znakiem konsolidacji w notowaniach złotego. Kurs EUR/PLN poruszał się w przedziale 4,4500 ? 4,5800, a USD/PLN oscylował pomiędzy 3,1500 a 3,3000. W pierwszej połowie miesiąca polska waluta znajdowała się pod wpływem negatywnych nastrojów w regionie związanych z oczekiwaną dewaluacją łotewskiego łata. Druga połowa czerwca przyniosła jednak poprawę sentymentu i spadek presji deprecjacyjnej w notowaniach walut takich jak forint czy korona czeska. Złoty jednak wciąż pozostawał słaby, a notowania EUR/PLN oraz USD/PLN oscylowały w pobliżu górnych ograniczeń swoich przedziałów wahań. Na ponowną aprecjację PLN nie pozwoliły jednak czynniki lokalne ? obawy związane z kondycją polskiego sektora finansów publicznych oraz oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych przez RPP.
Jak już wspomniano, w czerwcu negatywnie na notowania złotego oddziaływały obawy inwestorów zagranicznych związane z możliwą dewaluacją łotewskiego łata, a w następnej kolejności walut Litwy oraz Estonii. Waluty te powiązane są sztywno z wartością euro, przy czym kursy parytetowe zostały ustalone kilka lat temu, w okresie dynamicznego wzrostu gospodarczego w tym regionie. W obecnym momencie gospodarki Krajów Bałtyckich znajdują się w najgorszej sytuacji w całej Unii Europejskiej, co jednak nie zostało uwzględnione w wycenach ich walut. W efekcie kurs łata, lita oraz korony estońskiej pozostają silnie przewartościowane.
Nieudana aukcja obligacji na Łotwie na początku czerwca oraz niepewność co do otrzymania kolejnej transzy pożyczki ze wspólnych środków Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Komisji Europejskiej nasiliły obawy, że rząd łotewski będzie zmuszony zdewaluować łata. W przypadku realizacji takiego scenariusza, zagrożone byłyby również pozostałe waluty Krajów Bałtyckich. Jak zwykle w przypadku turbulencji w regionie, wśród inwestorów rośnie awersja do wszystkich krajów do niego należących ? stąd deprecjacja walut takich jak złoty, forint czy korona czeska.
W okolicach połowy miesiąca jednak zdecydowanie zmalało zagrożenie dewaluacją łata. Jak już wcześniej wspomniano, czynnikiem bezpośrednio zagrażającym łotewskiej walucie była niepewność co do otrzymania kolejnej transzy pożyczki udzielonej przez MFW oraz KE. Warunkiem przekazania środków było dokonanie radykalnych cięć w budżecie, obawy natomiast dotyczyły możliwości osiągnięcia konsensusu rządowego oraz akceptacji poprawek przez łotewski Parlament. Rząd dokonał jednak redukcji wydatków budżetowych, wystarczającej z punktu widzenia instytucji udzielających Łotwie pomocy finansowej, które zostały również zaakceptowane przez tamtejszy Parlament. Spowodowało to zdecydowaną poprawę nastrojów w regionie i umocnienie forinta czy korony czeskiej. Notowania EUR/HUF oraz EUR/CZK zniżkowały w okolice dolnych ograniczeń swoich średnioterminowych kanałów wahań. Złoty jednak wciąż pozostawał słaby, a kurs EUR/PLN utrzymywał się w pobliżu górnego ograniczenia przedziału konsolidacji.
Presja deprecjacyjna w notowaniach złotego związana była głównie z niepewnością odnośnie kondycji polskiego sektora finansów publicznych. Awersja względem polskiej waluty nasiliła się po publikacji danych Eurostatu, potwierdzonych następnie przez GUS, z których wynikało, iż deficyt budżetowy w 2008 r. wyniósł 3,9% PKB, przekraczając tym samym graniczny próg 3% PKB dopuszczalny w kryteriach konwergencji. Prognozy Komisji Europejskiej przewidują ponadto wzrost deficytu w bieżącym oraz przyszłym roku do poziomów odpowiednio: 6,6% PKB oraz 7,3% PKB.
Kiepski bieżący stan krajowych finansów publicznych oraz pesymistyczne perspektywy na przyszłość zadecydowały o objęciu Polski przez Komisję Europejską procedurą nadmiernego deficytu. Komisja ponadto uznała, iż obecne problemy sektora finansów publicznych nie są jedynie wynikiem kryzysu, ale przede wszystkim nadmiernej ekspansji fiskalnej we wcześniejszym okresie, kiedy jeszcze wzrost gospodarczy był silny. KE zadecydowała, iż nasz kraj, pod groźbą kar finansowych, powinien ograniczyć deficyt do wymagalnego poziomu 3% PKB do 2012 r.
Dla uczestników rynku stało się jasne, iż wzrost deficytu budżetowego uniemożliwi przystąpienie Polski do strefy euro w planowanym terminie. Ponadto Ministerstwo Finansów zapowiedziało, iż na początku lipca przeprowadzona zostanie nowelizacja budżetu. Ze względu na kryzys i spadek aktywności gospodarczej, zdecydowanemu zmniejszeniu uległy wpływy do budżetu ? inwestorzy zaczęli się więc obawiać, iż nowelizacja przyniesie zwiększenie deficytu fiskalnego do co najmniej 30 mld zł z planowanych w ustawie budżetowej 18,2 mld. Czynnik niepewności związany z nowelizacją skutecznie powstrzymywał umocnienie złotego w drugiej połowie czerwca, podczas gdy waluty naszych sąsiadów ? min. forint i korona czeska korzystały z poprawy nastrojów w regionie i na globalnym rynku finansowym.
Uczestników rynku pozytywnie zaskoczyła jednak oraz uspokoiła informacja podana pod koniec miesiąca przez Ministerstwo Finansów o tym, iż deficyt budżetowy zostanie zwiększony do 27 mld, czyli nieco mniej niż oczekiwano. W efekcie osłabiły się obawy związane z nowelizacją, w szczególności po tym, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy wyraził się z aprobatą o działaniach polskiego MF. Spowodowało to umocnienie złotego pod koniec czerwca i wybicie dołem z miesięcznego kanału wahań.
W ciągu miesiąca presję deprecjacyjną w notowaniach złotego wspierało oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Biorąc pod uwagę ostatni spadek inflacji konsumentów, zmniejszenie się dynamiki płac i spadek zatrudnienia, a także wyniki najnowszej projekcji inflacji, Rada  zadecydowała o obniżce kosztu o 25 pb. W obecnym momencie główna stopa procentowa kształtuje się na poziomie 3,5%. Prezes Narodowego Banku Polskiego Sławomir Skrzypek w komunikacie na konferencji po posiedzeniu powiedział, iż Rada wciąż znajduje się w cyklu poluźniania polityki pieniężnej, toteż kolejne obniżki są możliwe. Nie można również wykluczyć cięcia stopy rezerwy obowiązkowej. Decyzja RPP nie zaskoczyła jednak rynku, który w ciągu miesiąca zdyskontował obniżkę stóp procentowych w Polsce, w efekcie czego pod koniec czerwca w notowaniach złotego mogliśmy obserwować umocnienie związane z pozytywną reakcją na wcześniejsze ogłoszenie poziomu deficytu i mniejszy od oczekiwań rozmiar dziury budżetowej.

Joanna Pluta
Tomasz Regulski
Departament Analiz
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.